Zainspirowany do biegania …

Jak zaczęła się moja przygoda z bieganiem?  Odpowiedź na to pytanie jest krótka a za razem banalna i brzmi: przez przypadek. Aczkolwiek jak wielokrotnie bywało w moim życiu taki przypadek stanowił zawsze iskrę, która zapalała mnie do dalszego, konkretnego działania.

Tym razem los postawił na mojej drodze Jarka, który pewnego czerwcowego dnia wspomniał, iż biega i dodał, że w naszym mieście odbywają się cyklicznie zajęcia BBL. Ten właśnie kolega tak skutecznie zdopingował mnie do podjęcia pierwszego kroku, że postanowiłem dołączyć do lokalnego grona BBL-owiczów.

I wtedy pojawiła się pierwsza wątpliwość, ponieważ nie biegałem od przeszło dekady. Oczami wyobraźni widziałem jak pojawiam się na stadionie przy Laskowej i po pierwszym okrążeniu z zaprawionymi w bojach weteranami padam na bieżnię z wyczerpania. Jednak biegowe ziarno już kiełkowało, a wraz z nim w mojej głowie narodziła się myśl by zacząć samodzielne przygotowania i potem dołączyć do starych wyjadaczy.

Z racji bliskości obiektu na Sportowej wyszedłem w najbliższą sobotę potruchtać przy Spartakusie ze zbyt ambitnym celem jak się później okazało. Zacząłem od 10 okrążeń, które wykonałem pomimo złośliwych sznurówek w moich wysłużonych Adasiach. Z jakiegoś powodu uparły się, że nie będą uczestniczyć w mojej biegowej przygodzie i nieustannie się rozwiązywały. Tym samym wypowiedziały mi wojnę, więc w niedzielę postanowiłem nie dawać im satysfakcji dobiegając do końca bez poświęcania zbytniej uwagi ich intrygom. Ostatnie kółko zaliczyłem więc z wesoło merdającą sznurówką w prawym bucie. Z czego się cieszysz głupia? pomyślałem… przecież to ja wygrałem… skończyłem i nie zgubiłem buta. Moja radość była jednak zbyt wczesna ponieważ luźna stopa w bucie wypracowała bardzo „ładne” otarcie po wewnętrznej stronie, które po powrocie do domu przeobraziło się w pęcherz. Tym sposobem nastąpiła jednodniowa przerwa w moim „genialnym” planie przygotowań, gdyż w zaistniałej sytuacji musiałem pauzować w poniedziałek. We wtorek wyruszyłem na trening ze zdwojoną energią, jednak po piątym okrążeniu poczułem ucisk w łydce jakby zacisnęły się na niej stalowe szczypce. Tak, to był skurcz, na który zapracowałem sobie codziennym bieganiem niepoprzedzonym rozgrzewką i brakiem rozciągania na koniec treningu. Z uczuciem kamienia tkwiącego w mojej nodze dokuśtykałem do domu i wówczas „poszedłem” po rozum do głowy. Skorzystałem z mądrości serialowego McGyver-a, który w sytuacji wydawałoby się bez wyjścia zawsze mobilizował się do działania prostym: „myśl, McGyver, myśl…”. Tak, faktycznie myślenie ma przyszłość i wszystko trzeba robić z głową, nawet biegać. Z pomocą przyszedł mi także Maciej Żukiewski z Treningu Biegacza, którego rozgrzewkę wygooglowałem na Youtube. Przy okazji poczytałem trochę o typach stóp i dowiedziałem się, że moje zeszpotawione stopy wymagają butów dla pronatorów. Zainwestowałem w takie obuwie i bogatszy o wcześniejsze doświadczenia oraz wiedzę wznowiłem treningi.

Po dwóch tygodniach byłem gotowy aby pojawić się na spotkaniu BBL, gdzie spotkałem się z gronem zapalonych entuzjastów biegania. Zajęcia odbywały się zawsze w bardzo miłej atmosferze dzięki prowadzącemu je Irkowi oraz pozostałym sympatycznym uczestnikom.

Dalszy ciąg tej historii ma szczęśliwe zakończenie, gdyż pomimo kontuzji wiązadła, która przydarzyła mi się z końcem lipca i zmusiła do miesięcznej przerwy udało mi się wystartować w pierwszych zawodach. Frog Race w Żabieńcu na dystansie 5km ukończyłem na 74 miejscu z czasem 00:29:46 głównie dzięki wsparciu Mariusza, który towarzyszył mi do mety, a następnie pobiegł dalej żeby ukończyć bieg na swoim dystansie.

Ten oficjalny start zmotywował mnie do dalszego biegania, bez którego nie wyobrażałem sobie obecnie dalszego funkcjonowania. Wcześniej byłem aktywny na różne sposoby: jeździłem na rowerze, ćwiczyłem na siłowni, pływałem, ale żadna z tych aktywności nie dawała mi takiej energii do życia. Ten rodzaj wysiłku daje kopa do kolejnego treningu a ponadto „te piękne okoliczności przyrody”. Dodam tylko, że w tym roku polubiłem nawet bieganie po śniegu.

Ale bieganie to przede wszystkim ciekawi ludzie, których spotkałem i pokochałem ich pasję.

Adam Różalski

Praca zgłoszona do konkursu na esej Zainspirowani do biegania